2 października, piątek

19:00

Sala koncertowa im. Stefana Strahla

Koncert symfoniczny

Program

Silvia Colasanti Tre notti

Jean Sibelius Koncert skrzypcowy d-moll op. 47

Johannes Brahms I Symfonia c-moll op. 68


Wykonawcy

Mariam Abouzahra skrzypce

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Dolnośląskiej

Massimiliano Caldi dyrygent


Tre notti (wł. Trzy noce) Colasanti – pierwszej w historii kobiety, której kompozycja została wystawiona na deskach mediolańskiej La Scali – powstały pierwotnie na kwartet smyczkowy. Dzieło buduje niezwykle emocjonalną narrację przez trzy oddzielne sfery uczuć, przeplatającą liryczne spojrzenia wewnątrz z dramatycznymi rozbłyskami. Wykorzystanie licznych technik wykonawczych skutkuje bogatą i kunsztowną kolorystyką, wzmacnianą charakterystycznym językiem harmonicznym Colasanti. Aranżacja na orkiestrę smyczkową pozwoliła kompozytorce wprowadzić subtelność na nową płaszczyznę: soliści równie płynnie wyłaniają się z orkiestry, co znów w nią wtapiają, budując niebagatelną relację grającą na niejasności podziału tutti–soli. Chwilami nagłe wycofania orkiestry zostawiają solistów całkowicie samych, tym bardziej potęgując intymność wyrazu.

Jedyny koncert w dorobku fińskiego kompozytora stawia przed solistą wielkie wymagania techniczne – choć wciąż mniejsze niż pierwotnie. Katastrofalne prawykonanie wersji oryginalnej w Helsinkach w 1904 roku – po części spowodowane niedostępnością znakomitego skrzypka Willy'ego Burmestera i koniecznością znalezienia zastępcy – skłoniło Sibeliusa do dokonania głębokich rewizji oraz lekkiego skrócenia dzieła. Premiera wersji poprawionej miała miejsce ledwie rok później w Berlinie, jednak i wówczas Burmester, któremu Sibelius dedykował zresztą dzieło, nie mógł w niej uczestniczyć. Drugie wykonanie bez jego udziału uznał Burmester za afront tak poważny, że całkowicie odmówił wykonywania Koncertu – a Sibelius zmuszony był zmienić dedykację na innego skrzypka, dwunastoletniego wówczas Ferenca von Vecsey. Nawet i młody Węgier nie był jednak w stanie w pełni sprostać wirtuozowskiej partii tego dzieła, nadzwyczajnego nie tylko w twórczości kompozytora, ale i wśród innych koncertów skrzypcowych. Rozbudowana kadencja solisty w pierwszej części utrzymanej w formie sonatowej pełni rolę przetworzenia, ograniczone ponadto są dialogi między skrzypcami a orkiestrą. Taneczność finału – barwnie zresztą określonego przez krytyka Donalda Toveya jako „polonez niedźwiedzi polarnych” – poprzedza spokojne, melancholijne piękno środkowego Adagio di molto. Brak wyraźnych inspiracji fińskim folklorem nie odejmuje wszak Koncertowi północnego, Sibeliusowego charakteru i symfonicznego kunsztu.

„Ale gdzie jest Johannes? Czy nie jest już gotowy, by dać zagrać bębnom i trąbkom?” – pytał w 1854 roku Robert Schumann zachęcając młodego Brahmsa do zmierzenia się z gatunkiem symfonii. I choć prace Brahms rozpoczął jeszcze tego samego roku, Schumann nigdy nie zasmakował owocu swoich zachęt – dopiero dwadzieścia lat po jego śmierci, w 1876 roku, uznał Brahms swoją I Symfonię za ukończoną. Choć wyraźnie inspirowana symfoniami Beethovena (zwłaszcza IX) i często z nimi porównywana, zawiera ona wyraźny idiom Brahmsa. Monumentalny wstęp wprowadza materiał dramatycznej części pierwszej, która następnie doszczętnie wyczerpuje jego możliwości – wplatając jednocześnie rytm motywu losu z V Symfonii Beethovena. Niezwykle liryczne, schubertowskie „uśmiechy przez łzy” Andante sostenuto ścierają się z pogodną lekkością Allegretto – Brahmsowej odpowiedzi na beethovenowskie scherzo – będącego z kolei chwilą odpoczynku przed burzliwym, pełnym strachu finałem. Mrok ostatniej części przeszywa zawołanie rogu rozbudowujące się do uroczystego chorału porównywanego do Ody do radości, którego motyw wprowadza nadzieję, spokój i ukojenie, a wreszcie prowadzi do nieokiełznanego, płomienistego tryumfu.


Rozpoczęcie sprzedaży biletów na wydarzenie w sierpniu 2026 roku.